poniedziałek, 1 września 2014

ROZDZIAŁ 8

Przeciągnęłam się na łóżku otwierając oczy.  Prawie krzyknęłam widząc Nialla śpiącego na drugim końcu pokoju. Totalnie zapomniałam o wczorajszym dniu. Wstałam i sięgnęłam po szare rurki i biały t-shirt. Przebrałam się w nie szybko w łazience. Już nie będę mogła się przebierać w swoim pokoju, pomyślałam z goryczą. Weszłam do kuchni. Nikogo w niej nie było. Uświadomiłam sobie, że nie spojrzałam na zegarek. Była szósta czterdzieści. Jęknęłam. Rozważałam pójście do łóżka. Mogłam jeszcze pospać i poczekać, aż zadzwoni budzik.  Zamiast tego zadzwoniłam do Bety z pytaniem czy mogę do niej wpaść wcześniej. Moja przyjaciółka była rannym ptaszkiem wiec już dawno stała na nogach i się nudziła. Umówiłyśmy się w parku o siódmej. Chwyciłam telefon i portfel. Ubrałam moją ciemną,skórzaną kurtkę i szarą czapkę. Do parku dotarłam lekko spóźniona. W oddali widziałam już Bety siedzącą na huśtawce. Wpatrywała się w ziemie z półuśmiechem na ustach.
- Jestem potwornie głodna.- powiedziałam na dzień dobry stojąc za jej plecami.
- An!- wykrzyknęła Bety odwracając się i przytulając mnie z całej siły. Zaśmiałam się, ale też ją przytuliłam.- Chodź, idziemy do mnie zjeść śniadanie.- oderwała się ode mnie. Dom Bety znajdował się zaledwie dziesięć minut od parku.- To co wczoraj robiłaś?- spytała. Zamarłam. Nie wiedziałam czy powiedzieć prawdę.
- Tak naprawdę to nic takiego.- skrzywiłam się słysząc własne słowa. Dziewczyna obok mnie nienawidziła kłamstw. Nigdy jej nie okłamałam, aż do teraz.- Wiesz, oglądałam filmy i takie tam.- machnęłam ręką. Pokiwała głową ze zrozumieniem. U Bety usmażyłyśmy naleśniki.
- Kupiłam sobie wczoraj na wyprzedaży buty.- poinformowała mnie Bety polewając sobie naleśnika obficie sosem klonowym.- Powinnaś, kiedyś tam ze mną iść.- Pokiwałam głową przełykając naleśnika.
- Harry dzisiaj po nas przyjedzie?
- Tak.- na wspomnienie jego imienia dziewczyna automatycznie się uśmiechnęła. Chciałam jej dociąć ale przerwał nam klakson samochodu. Wywróciłam oczami kończąc śniadanie. Założyłam kurtkę i białe martensy. Bet założyła podobne tylko, że czarne w kwiatki. Przed domem stał samochód Harrego. Styles sprawdzał coś na telefonie. Otworzyłam drzwi.
- Hej Harold.- spojrzał na mnie.
- Anabell.- skarcił mnie wzrokiem-  Jestem Harry.- pokazał na siebie. Wystawiłam mu język i się zapięłam. W tym samym czasie Bety dała całusa chłopakowi. Pod szkołą jak zwykle stały już grupki uczniów czekających na pierwszy dzwonek w tym tygodniu. Wyskoczyłam z samochodu pierwsza. Omiotłam spojrzeniem cały dziedziniec. Jest. Ujrzałam Nialla rozmawiającego z paroma chłopakami. Jednego kojarzyłam z naszej klasy. To z nim najczęściej siedział na lekcjach. Mam nadzieje, że nikomu nie powiedział, że mieszkamy razem. To mogło by się przerodzić w plotkę, ponieważ Niall jest tutaj nowy. Odwróciłam się do przyjaciół, którzy już zdążyli wysiąść z samochodu.
- Jaką macie pierwszą lekcje?- spytał Harry zarzucając plecak na ramie.
- Hiszpański.- Bety poprawiła obcasy i wyprostowała się.- Idziemy?- spojrzała na mnie. Wpatrzona w ekran komórki kiwnęłam głową. Usłyszałam jak Harry całuje Bety i odwraca się do mnie.
-Pa Anabell.- poniosłam głowę akurat w chwili kiedy posyłał mi całusa. Zaśmiałam się i wystawiłam mu po raz drugi tego dnia język. Udał obrażonego i odszedł w kierunku swojej sali. Schowałam telefon do kieszeni i uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
- Słyszałaś, że Emily z klasy Harrego podobno jest w ciąży? Wczoraj widziano ją podobno jak wymiotowała w damskiej toalecie. A poza tym widziałaś jej brzuch? Sterczy bardziej niż zazwyczaj.- Bety szła koło mnie głośno stukając obcasami o podłogę szkolną.
- Nie gadaj. Poważnie?- tylko udawałam zainteresowaną tak naprawdę obawiałam się hiszpańskiego. Ugh, jak ja nie lubię tego przedmiotu. W klasie siedziało już parę osób w tym niestety Niall. Podeszłam do ławki kładąc książki i siadając. Udawałam, że przeglądam notatki z poprzedniej lekcji, ale czułam na sobie wzrok chłopaka.
- Możesz się tak nie gapić?- odwróciłam się w jego stronę. Popatrzył na mnie z rozbawieniem z w oczach chociaż jego mina wyrażała zdziwienie.
- Gdzie wczoraj byłaś?- odpowiedział pytaniem. Założyłam ręce na piersi.- Czemu to ciągle robisz?- zaśmiał się trącając moje ręce palcem.
- Nie powinno cię to nic obchodzić.- wypaliłam. Wzruszył ramionami. Zdziwiło mnie, że tak szybko dał spokój. Nie to, żeby mi to przeszkadzało. Reszta lekcji potoczyła się swoim spokojnym monotonnym rytmem.

                                                                               ***

- Widzę wieloryba.- Harry wskazał w jeden z obłoków, leżąc na plecach pod błękitnym niebem.
- Niee.- zmrużyłam oczy wpatrując się we wskazane miejsce, ale zamiast zwierzęcia widziałam bezkształtną chmurę.- Tam niczego nie ma.
- Przecież to jest wieloryb.- upierał się Harry.- Popatrz brzuch, głowa i coś jak ogon. To wieloryb.
- Taa wieloryb.- wymamrotałam odpuszczając sobie, bo zaczęła mnie boleć głowa.
- A ja widzę kaczkę.- odezwała się Bety.
- Serio?- Harry spojrzał we wskazanym kierunku.- To jest chyba ryba.
- Nie-e.- zaprzeczyła Bet.
- A może kaczryba, albo rykaczka?- wtrąciłam się chcąc zakończyć ten ich mały ''spór''. Zaśmiali się, ale dali spokój. Leżeliśmy na tarasie u Bety korzystając z pogody i braku zadań domowych na jutro. Bety zaczęła gadać o jakimś bezsensownym serialu. Zamknęłam oczy zasypiając przy paplaninie koleżanki.
   
 Z jednej strony zbliżała się do mnie gigantyczna kaczka, a drugiej ogromna ryba. W pewnym momencie połączyły sie i skoczyły na mnie w chwili kiedy usłyszałam, że ktoś woła moje imię. Odwróciłam się i zaczęłam biec, ale nie byłam wystarczająco szybka. Już prawie mnie miały..

- Anabell !- usłyszałam krzyk Harrego. Otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylającego się Harrego nade mną i zaniepokojoną twarz Bety. Zauważyłam, że przenieśliśmy sie do salonu na kanape. Na dworze zaczęło padać.
- Co się stało?- usiadłam.
- Zasnęłaś, a kiedy zaczeło padać wzieliśmy cię do środka. Cały czas mamrotałaś coś przez sen. Teraz dzwoni twój telefon.- Bet wskazała na urządzenie leżące na stole w chwili kiedy przestało dzwonić. Podnisłam je spoglądając na wyświetlacz. Była godzina osiemnasta co oznacza, że spałam ponad godzinę. Miałam dwa nieodebrane połączenia i jedną wiadomośc od mamy, która mówiła, że mam przyjść na kolacje na dziewiętnastą. Westchnęłam i wstałam z kanapy, ale zaraz usiadłam bo zakręciło mi się w głowie.
- Wszystko dobrze?- zapytała zaniepokojona Bety. Pokiwałam głową akurat w tym momencie kichając. Harry prychnął.
- Jasne. Jesteś chora. Odwioze cię do domu.- powiedział łapiąc kluczyki. Założyłam kurtkę i buty. Wzięłam plecak i spojrzałam na Harrego.
- Idziemy?- pokiwał głową. Pożegnałam się z przyjaciółką i wyszłam. W samochodzie jechaliśmy w ciszy słuchając muzyki. Kiedy samochód się zatrzymał podziękowałam Harremu za podwózkę i weszłam do domu. Ściągnęłam buty i weszłam do pustego pokoju. Ledwo położyłam sie na łóżku wszedł Niall.
- O już jesteś.- zauważył. Mruknęłam jakąś niezrozumiałą odpowiedź pod nosem i obróciłam się na bok. Przez kilka minut panowało milczenie jednak wiedziałam, że tu jest. W końcu odezwał się.- Jest już kolacja i masz przyjść.- mówiąc to wyszedł z pokoju nie dając mi czasu na wypowiedzenie wymówki. Westchnęłam. Pomimo bólu głowy wstałam i poszłam na tą cholerną kolacje.
- Jesteś wreszcie Anabell.- mama postawiła waze z zupą na stole i obróciła się moja stronę.- Gdzie byłaś?
- Możemy usiąśc? Głowa mnie boli.- zmrużyłam oczy i usiadłam.
- Pewnie byłaś z tymi swoimi ''przyjaciółmi'' i popijałaś, co?- naskoczyła na mnie.
- Wcale, że nie. Byłam..- próbowałam wymyśleć wymówkę.
- Była w bibliotece. Widziałem ja tam dzisiaj jak się uczyła.- wtrącił Niall.
- Tak, byłam w bibliotece.- powtórzyłam posyłając wdzięczne spojrzenie w stronę chłopaka. Może on wcale nie jest taki zły? Mama dała spokój i usiadła. Rozpoczęła jakąś rozmowę ze Stevem. Skończyłam swoją porcje, szybko podziękowałam i poszłam położyć się do łóżka ponieważ czułam się naprawdę kiepsko. Usłyszałam jak Steve wychodzi z mamą do kina. Po chwili zasnęłam.

Widziałam dziesięcioletnią dziewczynkę huśtającą się ze starszym bratem na huśtawce. Byli szczęśliwi. Oboje byli do siebie przywiązani. Chodzili razem na lody. Starszy brat odprowadzał ją do szkoły, na zajęcia taneczne. Zabierał do parków rozrywki. 
Ujrzałam tą samą parę rodzeństwa dwa lata później. Chłopak coraz bardziej oddalał się od siostry, aż pewnego razu było tak jak zawsze. Zabrał ja do wesołego miasteczka. Kupił jej watę cukrową. Kiedy wrócili do domu rodziców jeszcze nie było. Chłopak wziął dziewczynkę na rękę i powiedział jej, że odchodzi. Nie ma go szukać. Pewnego razu ją odnajdzie tylko musi jej zaufać. Następnie wziął dwie wielkie walizki przyszykowane w korytarzu i wyszedł zostawiając kartkę dla rodziców. Dziewczyna wybiegła z domu za bratem, ale taksówka już  odjeżdżała. Próbowałam dogonić tego chłopaka, ale za późno. Wróciłam do smutnej osóbki siedzącej na ławce przy domu. Próbowałam ją pocieszyć, ale zdawała się mnie nie zauważać. Kolejna scena. Tata krzyczący na tą samą trochę już starszą dziewczynę. Mama próbująca ja bronić. W pewnej chwili mężczyzna podniósł reke na matkę podbiegłam próbując go powstrzymać. Nie mogłam. Krzyknęłam z bezsilności.

Podniosłam się gwałtownie na łóżku zderzając z czyimś czołem. Potarłam obolałe miejsce. Zauważyłam, że jestem zlana potem.
- Anabell? Co się stało?- spojrzałam na Nialla. W jego oczach było pełno troski i niepokoju. Bez namysłu przytuliłam się do niego. Wtuliłam głowę w jego szyję kiedy objął mnie swoimi ramionami.- Co się stało- ponowił pytanie. Przytuliłam się do niego w milczeniu. Po paru minutach odkleiłam się od niego lekko zawstydzona. Mam szczęście, że siedzimy w ciemności.
- Miałam sen.- wymamrotałam na zadane wcześniej pytanie.
- Opowiesz mi o nim?- spytał delikatnie. Nie wiem co mną kierowało ale wszystko mu opowiedziałam, że śniłam mu się jako dziecko. Opowiedziałam mu o moim bracie, bezsilności, ojcu który mnie znienawidził, Christianie, który mnie opuścił, w końcu o samej sobie jak na mnie zadziała ta sytuacja. Czułam się tak jakbym opowiedziała mu całe swoje życie chociaż to był tylko ten jeden szokujący kawałek.
- Wszyscy mnie opuszczają. Mam  pecha do ludzi.- dokończyłam załamanym głosem. Niall przytulił mnie w milczeniu.
- Ja cię nigdy nie opuszczę.- usłyszałam pomruk chłopaka. Nie byłam pewna czy sobie tego nie zmyśliłam.
- Słucham?- zapytałam.
- Nic, nic.- wymamrotał.- Czemu udajesz kogoś kim nie jesteś? - zmienił temat. Żeby trzymać ludzi na dystans, aby mnie nie opuścili? Żeby nikt już mnie nie mógł zranić? Żeby nikt nie widział jaka jestem naprawdę słaba?
- A ty czemu też udajesz?- spojrzałam w góre na chłopaka. Zmarszczył brwi.
- Ja nie udaje?- próbował się bronić.
- Jasne, jasne. Udajesz  Aroganckiego i nachalnego podrywacza. A ty wcale nim nie jesteś.- zamysliłam się na chwile.- Chyba, że teraz udajesz, aby mnie do siebie przekonać a potem zranić tak jak wszyscy ludzie wokół!- powiedziałam coaz bardziej podnosząc ton głosu, aż stał się piskliwym krzykiem.
- Nie An, naprawdę nie. Dobra masz mnie. Też udaje.- westchnął podnosząc ręce do góry w geście poddania się. Uspokoiłam się, ale zostałam podejrzliwa siedząc na końcu łóżka.
- Czemu udajesz?- rzuciłam. Chłopak popatrzył przez chwile na mnie po czym ponownie westchnął.
- Kiedyś miałem dziewczynę, którą kochałem całym sercem. Miałem też przyjaciela. Był, jakby to powiedzieć, łamaczem serc. Byłem na tyle głupi, że nie domyśliłem się, ze flirtuje również ze Spencer. Pewnego dnia umówiłem się z nią, ale ona odwołała spotkanie mówiąc, że przychodzi do niej koleżanka która potrzebuje pomocy. Postanowiłem zajść do niej. Już w wejściu wiedziałem, że coś jest nie tak. Zastałem ją i Seana w jednoznacznej sytuacji. Powiedziała, że zawsze kochała jego a nie mnie. Ja byłem tylko po to aby się do niej zbliżyć. Sean mnie wyśmiał i kazał wynosić z tego domu mówiąc że chciał tylko odbić mi dziewczynę. Dwa tygodnie potem rzucił ją i wyjechał. Kiedy przeprowadziłem się tutaj z tatą zauważyłem go w szkole. Widocznie jesteśmy na siebie skazani.- zakończył patrzac na mnie niepewnie.
- Czekaj, czekaj. TEN Sean?- zapytałam niedowierzając. Pokiwał głową. -Niewierze.- wyszeptałam. Niall próbował mnie ostrzec prawdopodobnie przed Seanem. Przypomniałam sobie sytuacje na parkingu. Spojrzałam na Nialla znacząco.
- Tak ty też miałaś być jego ''dziewczyną''. Nie wiedziałem wtedy, że jesteś taka ''niedostępna'' więc chciałem cię ostrzec.- westchnęłam i walnęłam się na plecy psikając. Horan powiedział, że zaraz przyjdzie. Wrócił z tabletkami, wodą i paczką chusteczek. Kiedy połknęłam wszystkie pigułki odwróciłam się na drugi bok próbując zasnąć. Myślałam o tym co powiedział mi Niall i czemu ja mu cholera powiedziałam wszystko? W końcu nie wytrzymałam i wstałam. Spojrzałam na śpiącego chłopaka. Przygryzłam wargę, ale w końcu położyłam się obok niego wtulając w tors. Chwilę potem oddałam się w objęcia Morfeusza.

                                        Jak macie chociaż trochę czasu zostawcie komentarz. To pomaga :)
______________________________________________________________________________________________
Oddaje go w wasze ręce :) Buziaki xox

4 komentarze:

  1. Świetny rozdział :-*

    http://right-now-one-direction.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  2. Whoo ale fajne ! Nie mogę sie doczekać nn <3 x
    ~Mania

    OdpowiedzUsuń