sobota, 2 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ 4

Trzasnęłam drzwiami wchodząc do domu. Rzuciłam plecakiem i ruszyłam do swojego pokoju.
- Susan? To ty?- usłyszałam Steve'a. Zignorowałam wołanie i ruszyłam w kierunku pokoju.- Susan? - spytał ponownie. Westchnęłam i zawróciłam do salonu. Na kanapie siedział Steve z kubkiem kawy w ręce i oglądał jakiś  film akcji. - Ach to ty Anabell. - powiedział opierając się o kanapę. Uśmiechnął się do mnie. Idiota.
- Skąd to wziąłeś ? - spytałam oskarżycielsko pokazując telewizor. Wziął łyka kawy. Obserwowałam w milczeniu jego gardło kiedy przełykał napój.
- Kupiłem to razem z twoją mamą. - odpowiedział wzruszając ramionami. Ta, jasne. Chyba moja mama to kupiła. Mogę się założyć, że przepuściła większość swojej pensji. Kiedy ja prosiłam o telewizor bo wszyscy znajomi mieli tyko nie ja, mówiła, że nas nie stać i nie potrzebuje odbiornika skoro mam komputer, który jest starym rzęchem nawiasem mówiąc. Pojawia się chłopak mówi, że chce telewizor i na drugi dzień go ma. Zabolało. Wyszłam bez słowa. Postanowiłam coś zjeść. W zamrażarce znalazłam jakże pysznego 'dietetycznego kurczaka', przypominał stary, zdeptany ogryzek od jabłka. Skrzywiłam się, ale przygotowałam go sobie i zjadłam. Włożyłam talerz do zmywarki i odrobiłam lekcje. Zmęczona ruszyłam do swojego pokoju i położyłam sie ze słuchawkami na uszach.Po chwili odpłynęłam do krainy morfeusza. Obudził mnie trzask drzwi. Mama wróciła. Obróciłam się na drugi bok i próbowałam zasnąć, ale moja matka do mnie wparowała cała w skowronkach, bo Steve zrobił kolacje i mam zejść na dół.. Wywróciłam oczyma, ale zeszłam. Na naszym stole po raz pierwszy od paru dobrych miesięcy pojawiły się świeczki i normalne jedzenie. Ten widok mnie zaskoczył, ale szybko się otrząsnęłam wmawiając sobie, że Steve po prost próbuje omotać moją matkę.Usiadłam przy stole. Mama dała Stevowi całusa. Zrobiłam skwaszoną minę, a mama spiorunowała mnie wzrokiem. Pomimo tego dawno jej takiej nie widziałam odkąd tata zaczął pić, chodziła cała spięta i zestresowana. Steve spojrzał na mnie zamyślony.
- Wiesz, też mam syna. Jest podobny do ciebie. Myślę, że byście się dogadali.- zerknął na mnie. Byłam w połowie pożerania (i to dosłownie) mojej porcji. - Też umie przyrządzać taką kaczkę. I nie tylko. - zaczął drapiąc się w głowę. Co.Mnie.To.Kurwa.Obchodzi? Zorientowałam sie, że szykuje sie dłuższa opowieść, dlatego przełknęłam resztę kaczki, podziękowałam i odłożyłam naczynie do zlewu. Wróciłam z powrotem do pokoju, położyłam się i po raz drugi zasnęłam, ale tym razem obudził mnie budzik. Nie chciałam jeszcze wychodzić z ciepłego łóżka zwłaszcza, że na zewnątrz jest brzydko i zimno jak na Londyn. Z ciężkim sercem wyczołgałam się z łóżka. Rozejrzałam sie w poszukiwaniu czegoś do ubrania. Mój wzrok zatrzymał się na czarnym sweterku. Wciągnęłam jeszcze do tego czarne rurki i buty. Chwyciłam torbę i ruszyłam szybkim tempem w kierunku autobusu. Kiedy dojechałam do szkoły zostało mi jeszcze dziesięć minut do lekcji. Postanowiłam iść do łazienki za potrzebą. Wyszłam tak szybko jak weszłam. Był tam rój dziewczyn przepychających sie w stronę luster. Wpadł mi do głowy szalony pomysł. Toaleta dla chłopców na górnym piętrze była rzadko uczęszczana z powodu jakiejś ''legendy''. Weszłam po schodach. Przed wejściem rozejrzałam się i szybko się wślizgnęłam. Kiedy ulżyłam sobie i myłam ręce, drzwi otworzyły się. Przeklęłam siebie. Schowałam się za włosami i myłam ręce pod wodą mając nadzieje, że osoba która weszła przejdzie do kabiny, a ja szybko wyjdę. Oczywiście jak na złość stanęła obok.
- Nie wiedziałem, że potajemnie jesteś chłopcem. - powiedział z dziwnym uśmieszkiem Niall. Cholera. Głupia, głupia Anabell.
- Nie wiesz jeszcze o mnie wiele rzeczy. - odparłam udając obojętną. Wytarłam dłonie w spodnie. Chciałam go wyminąć, ale przyparł mnie do ściany i wymruczałam.
- Nie martw się, jeszcze je poznam. - wymruczał i przycisnął gwałtownie swoje usta do moich. Kurwa. Kiedy się oderwał bez słowa wyminęłam go.
- Do zobaczenia na hiszpańskim! - krzyknął jeszcze. Cholera. Cholera! Pomyślałam kiedy sobie uświadomiłam, że hiszpański mamy dzisiaj. Dwa dni pod rząd. Muszę poprosić pana Evans'a o zmienienie miejsca. Utwierdzona w swoim przekonaniu ruszyłam do sali matematyki. Usiadłam jak zwykle obok Bety. Nie wyglądała dzisiaj najlepiej. Zaczerwieniony nos i oczy, potargane włosy ..
- Co jest?- spytałam. Odwróciła głowę w moja stronę. Ugh. wyglądała koszmarnie.
- Nic mi nie jest. Przeziębiłam się tylko. - odparła uśmiechając się lekko. Pokiwałam głową ze zrozumieniem i zamilkłam. Do sali wszedł Niall z plecakiem na jednym ramieniu. Puścił do mnie oko kiedy przeszedł obok mnie. Zacisnęłam usta w kreskę i skupiłam całą swoją uwagę na nauczycielce która dopiero weszła. Po matematyce mieliśmy angielski, a po angielskim hiszpański. Na sama myśl o rozmowie z panem Evans'em zrobiło mi się nie dobrze. Wyciągnęłam książki i szłam obok Bety rozmawiając z nią o różnych głupstwach. W sali siedział już pan Evans i popijał kawę z kubka czytając świeżą gazetę. Przełknęłam ślinę, przykleiłam fałszywy uśmiech i podeszłam do nauczyciela.
- Dzień dobry.- zaczęłam.- Czy jest możliwość abym mogła usiąść razem z Bety? - wzięłam oddech. Popatrzył na mnie badawczo.
- Co miałaś na koniec roku? - zapytał.
- Dostateczny. - odpowiedziałam ostrożnie.
- Nie. - odwrócił się. Co?
- Słucham ?
- Nie. Nie możesz usiąść z koleżanką. - odparł spokojnie. Szmata. Zacisnęłam zęby i ruszyłam w kierunku Nialla. Po drodze rzuciłam Bety smutny uśmiech. Usiadłam wyciągając książki.
- Ciesze się, że tu siedzisz. - powiedział. Spojrzałam na niego i przesunęłam się na koniec krzesła. Byle dalej od niego. Kiedy to zauważył parsknął śmiechem i nachylił się. Czułam jego oddech przy uchu.
- Ode mnie nie uciekniesz, Anabell.- wymruczał. Irytowało mnie w jaki sposób to mówił.
- Zobaczymy. - odpowiedziałam pewnie starając się aby głos mi nie zadrżał. Niall wyprostował się i otworzył książkę. Ja zrobiłam to samo. Co jakiś czas szczerzył od mnie zęby w uśmiechu. Irytował mnie samym swoim byciem. Na szczęście to ostatnia godzina w hiszpańskiego w tym tygodniu.
- Więc co dzisiaj zakładasz na imprezę? - zapytała Bety pociągając nosem. Spojrzałam na nią zdziwiona. Jaką imprezę? Spojrzała na mnie zszokowana.- No jak to? Nie wiesz? Patrick urządza imprezę w swoim domu. Zaprosił całą szkołę.- No tak. Patrick był starszy i urządzał nieziemskie imprezy. Kochałam na nie chodzić. Pełno ludzi, cudowny alkohol i genialna muzyka. Teraz nie wiadomo czemu, wiadomość ta mnie wcale nie ucieszyła.
- Tak? Zapomniałam. O której ona jest?- zapytałam.
- O 21 się zaczyna. Będziemy z Harrym u ciebie o 20.30.- poinformowała mnie dmuchając w chusteczke. Pokiwałam głową zamyślona.
                                                                            ***
Zdecydowałam się na obcisłe, czarne rurki (a to ci nowość) i błękitną koszulkę na grubych, pomarszczonych ramionkach. Włosy związałam w koka, ale po chwili je rozpuściłam uznając, że tak jest lepiej. Zrobiłam mocny makijaż i zawiesiłam na szyi długi wisiorek przedstawiający okrąg z tańczącą parą w środku. Dostałam go kiedyś od babci w prezencie. Gotowa spojrzałam ostatni raz w lustro chwyciłam telefon i jakieś drobne i wyszłam. Poczułam powiew wiatru na twarzy. Przystanęłam przed jezdnią i otuliłam się szczelniej skórzaną kurtką. Można się domyślić,że była również czarna. Zauważyłam w oddali samochód Harrego. W środku siedział Max. Bety nigdzie nie widziałam.
- Gdzie Bety?- spytałam Harrego witając się jednocześnie z Maxem.
- Została w domu. Bardzo chciała iść, ale ma trzydzieści dziewięć stopni gorączki. - powiedział smutno Hazza. Pokiwałam głową. Bez Bety nie będzie tak fajnie. Z nią zawsze można było się powygłupiać. Raz doszło do tego, że prawie zaczęła się rozbierać tańcząc na stoliku. Harry ją wtedy powstrzymał. Ja byłam zbyt pijana. Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie. Przez resztę drogi przysłuchiwałam się rozmowie Maxa z Harrym. Kiedy dojechaliśmy przed ogromny dom Patricka słychać było dźwięki muzyki i krzyki ludzi.Wyszłam z samochodu i ruszyłam w kierunku budynku. Przeciskając się przez spocony tłum poczułam na sobie parę nachalnych rąk. Odtrąciłam je i przyśpieszyłam w kierunku baru. Zamówiłam na początek drinka. Poczułam dłoń na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Sean'a.
- Hej- uśmiechnął się.
-Cześć- posłałam w jego stronę lekki uśmiech.
- Zatańczysz? - wyciągnął w moją stronę rękę. Przez chwilę się wahałam. Rozejrzałam się po salonie. Ujrzałam niedaleko Nialla opierającego się protekcjonalnie o blat. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały uśmiechnął się. Prychnęłam i odwróciłam się z powrotem w stronę Sean'a i podałam mu rękę. Poprowadził mnie w tłum i położył swoje ręce na mojej tali ja swoje umieściłam niechętnie na jego karku. Po tańcu wróciłam do stolika dokończyć napój. Oszukałam wzrokiem Harrego. Siedział z Maxem na kanapie. Podeszłam do nich i klapnęłam obok Styles'a.
-Cześć Anabell, już lekko wstawiona co? - zapytał ze śmiechem Harry.
- Zamknij się - zaśmiałam się i poczochrałam włosy Stylesowi. Zrobił skwaszoną minę, ale dołączył się do mnie i po chwili oboje przypominaliśmy strachy na wróble.
- Dobra ludzie, gramy w butelkę ! - krzyknął Patrick. Zostaliśmy razem z Maxem i Harrym zaproszeni do gry. Zdegustowana zauważyłam w tej grupie Nialla. Jako pierwszy kręcił Patryk. Wypadło na chłopaka w brązowych włosach. Miał na imię chyba Jack.Wybrał wyzwanie. Musiał zrobić nieład na głowie pewnej dziewczynie. Ta wydawała się przestraszona.Kiedy było po wszystkim wściekła spiorunowała Patricka spojrzeniem. Wybuchnął śmiechem. Zakręciła butelką tym razem wypadło na Maxa. Max też wybrał wyzwanie. Miał za zadanie wziąć mikrofon i zaśpiewać piosenkę. Zadowolony z siebie po burzy oklasków wrócił na miejsce. Tym razem wypadło na Barbare z mojej klasy. Wybrała wyzwanie.
- Wypij duszkiem kieliszek wódki- rzucił z uśmiechem. Dziewczyna uśmiechnęła się i wykonała zadanie. Spojrzała triumfująco na Maxa. Ten wzruszył ramionami. Zakręciła butelką. Wypadło na mnie.
- Prawda czy wyzwanie?- zapytała ironicznie. Wiedziała, że wybiorę prawdę. Miałam taki zamiar, ale, żeby nie wyjść na frajera wybrałam wyzwanie.
- Wyzwanie.- powiedziałam pewnie. Wyzwanie? Co ja najlepszego zrobiłam.
- Dobrze.- uśmiechnęła się tajemniczo - A więc chce abyś zatańczyła przytulanego z.. - zawiesiła głos rozglądając się po wszystkich. Jej twarz rozjaśniła się. -..zatańczyła z Niallem. -oznajmiła zadowolona z siebie.Co kurwa? Harry rzucił mi zaniepokojone spojrzenie. Spojrzałam odważnie na niego i podniosłam się. Podałam rękę Niallowi i ruszyliśmy w kierunku parkietu. Jak na złość puścili wolną piosenkę. Niall mnie przytulił i położył swoje ręce w dolnej części pleców. Chcąc nie chcąc musiałam położyć swoje na jego karku. Ułożyłem swoją głowę na jego ramieniu. Musze jakoś to przetrwać.
- Widzisz. Czyli jednak razem tańczymy. - wymruczał w moje ucho. Zacisnęłam zęby.- Wiem,że Sean nie jest twoim chłopakiem.- Oh.Cudownie.- Ale ja nim mogę być.- pocałował mnie w skroń. Tego już za wiele. Odepchnęłam go. Chwycił mnie w ostatniej chwili za nadgarstki i przyciągnął z powrotem do siebie.
- Mówiłem już, że mi nie uciekniesz?- spytał. Pokiwałam głową. Do mojego upitego umysłu dotarło co się właśnie dzieje.
- Puść mnie.- wyrwałam się i odepchnęłam zaskoczonego chłopaka. Pobiegłam do toalety i oparłam się o umywalkę. Spojrzałam w lustro. Co ja właśnie zrobiłam do jasnej cholery? Odetchnęłam i poszłam zamówić jeszcze jednego drinka. Kiedy miałam już go wypić podszedł do mnie Harry.
- O nie Anabell. Jesteś jeszcze gorsza niż Bety dzisiaj.- powiedział wyciągając mi delikatnie kieliszek z ręki. Spiorunowałam go wzrokiem.- Chodź jedziemy do domu. - westchnęłam ale dałam mu sie zaprowadzić do domu.
- Harry, ty pieprzony świętoszku.- wymamrotałam. Wybuchnął śmiechem.
- Oj, Anabell.Wypiłem jednego drinka tylko dlatego, żeby móc cie odwieźć.- przytuliłam go. Tyle mu zawdzięczam i to nie tylko poświecenie się w odwiezieniu mnie do domu. Pożegnałam się z nim kiedy dojechaliśmy do mojego domu. Weszłam do domu. Po cichu wspięłam się na schody. Z sypialni mamy dobiegały co chwila wybuchy śmiechu i szepty. Otworzyłam cicho drzwi do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Było po drugiej. Przekręciłam się na bok i już zasypiałam kiedy zabrzęczał mój telefon. Odczytałam wiadomość:

od: nieznany
Dobranoc Tygrysico. Niall

Tygrysico? Skąd on ma mój numer?

do: Niall Horan
Skąd masz mój numer? Czemu Tygrysico?

Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.

od: Niall Horan
Mam swoje sposoby. O Tygrysice sama się domyśl.

Ugh.. on jest strasznie irytujący. Wyłączyłam telefon i zasnęłam.

_______________________________________________________________
___________________________________


3 komentarze:

  1. perfekcyjny <3 bardzo dobrze piszesz a masz tak mało komentarzy.uważam ze to jest niesprawiedliwe :(
    ~Julia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na samym początku tak jest,Ale potem to się zmieni. Wiem bo sama pisze ;)

      Usuń
    2. pisze tego bloga w większości dla siebie :)) doceniam jak jest dużo komentarzy, ale zdaje też sobie sprawe że dodaje bardzo rzadko rozdziały :( i nie wszystkim chce się dodawać komentarze(sama tak miałam zanim zaczełam pisać) c:
      Cieszę się że był perfekcyjny.kurde normalnie mi mózg rozwala ze szczęścia ! xd

      Usuń