piątek, 27 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 1

- Będzie ekstra zobaczysz ! - zapewniała mnie Bety. Umówiłam się z Bet i Harrym o 22:00 na skrzyżowaniu. Wróciłam do domu i spojrzałam na zegarek : 18:30. Idealnie, zdążę jeszcze coś porobić. Podgrzałam sobie zapiekankę, którą mama mi zrobiła. Ugryzłam kawałek i natychmiast ją wyplułam do zlewu. Ja gotowałam kiepsko, ale kuchnia mamy to była katastrofa. Sięgnęłam po paczkę chipsów i ruszyłam do swojego pokoju. Był utrzymany w barwach ciemnych, jednak meble były drewniane i stare. Na ścianach wisiały moje obrazy. Wyciągnęłam zza łóżka sztalugę, a z szafy nowe płótno i świeże farby. Bez zastanowienia zaczęłam malować to co czuje. Na płótnie mogę wyrazić swoje uczucia, w rzeczywistości nie pozwalam sobie na to. Przyjaciele żartobliwie nazywają mnie Skałka, nigdy nie pozwalam sobie na wyrażanie emocji. Po prostu już taka jestem i nic ani tym bardziej nikt mnie nie zmieni. Gdy skończyłam obraz, zegar wskazywał parę minut po dwudziestej pierwszej. Większość dziewczyn zaczęłaby panikować, że nie zdąży albo nie wyprostuje włosów. Jak już wspomniałam jestem inna. Ubrałam się w ciemne rurki, białą bokserkę i czarny sweter wciągany przez głowę z dużymi oczkami. Włosy rozczesałam. Byłam zadowolona, że nie potrzebowały zbytnio mojej uwagi. Były długie, czarne i kręcone. Przed wyjściem założyłam czarny płaszcz, tego samego koloru botki. Chwyciłam klucze i otworzyłam drzwi w chwili kiedy zadzwonił dzwonek. Mówiłam, że zdążę. Jednak zamiast dwóch znajomych twarzy ujrzałam moją mamę z jakimś facetem. Rzuciły mi się w oczy tylko jego niebieskie oczy.
- Cześć kochanie wychodzisz ? - Taa .. bo akurat cię to obchodzi.
- Tak idę na imprezę z Bety i Harrym - powiedziałam z udawanym uśmiechem.
- Dobrze, tylko nie wróć późno - Uważaj bo cię posłucham - Poznaj Stev'a, Steve to moja córka, Anabell. - przedstawiła nas sobie moja mama. Popatrzyłam na niego mrużąc oczy.
- Cześć jestem Steve - przedstawił się. To już kurwa wiem. - Miło mi cię poznać.
- Ta jasne, super. - uśmiechnęłam się z pogardą - I tak za tydzień przyprowadzisz innego. - zwróciłam się do matki. Przepchnęłam się przez zszokowanego Stev'a i wkurzoną mamę. Poczułam powiew chłodnego powietrza. Opuściłyśmy Brandom pół roku temu, a ona już przyprowadziła z tuzin mężczyzn do domu. Wzdrygnęłam się kiedy poczułam krople deszczu na karku. Idealnie. Na podjazd wjechał czarny pick up. Prędko do niego wsiadłam chroniąc się przed ulewą.
- Czemu się spóźniliście ? - warknęłam.
- Przepraszam były korki. - wyjaśnił zdziwiony Harry.
- Uh.. przepraszam. - uspokoiłam się - Mama przyprowadziła kolejnego faceta do domu.
- Przykro mi - powiedział z współczuciem Hazza. Bety mnie przytuliła i wcisnęła mi do ręki pudełko. Pudełko z butami. Popatrzyłam na nią ze zdziwieniem.
- Nie, nie daje ci ich na zawsze, ale załóż je teraz. - to mówiąc popatrzyła wymownie na moje buty. - Idziesz do szkoły czy na imprezę ? - spytała. Wybuchnęłam śmiechem. Miałyśmy dwa różne style. Ja wolałam nosić dżinsy z kolei ona sukienki i spódniczki. W jednym się zgadzałyśmy. Lubiłyśmy kolory ciemne. Otworzyłam pudełko i wyciągnęłam piętnasto centymetrowe szpilki. Wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam na Bet. Już miałam zacząć protestować, ale ona mnie uprzedziła przykładając dłonie do uszu i śpiewając. Jak z dzieckiem. Zrezygnowana westchnęłam i założyłam buty. Harry parsknął śmiechem kiedy zobaczył w lusterku moją nieszczęśliwą minę. Posłałam mu groźne spojrzenie.
- Z nią nie wygrasz Anabell. - uśmiechnęłam się na jego słowa. Harry nigdy nie skracał imion. Pocałował swoją dziewczynę w usta, kiedy stanęliśmy na światłach. Odwróciłam głowę w przeciwną stronę. Patrzyłam na jakże interesujący krajobraz za oknem. Londyn. Mglisty, deszczowy Londyn. Wysiadłam z samochodu w chwili kiedy Harry zatrzymał samochód. Ruszyłam szybkim krokiem - a raczej takim na jaki pozwalały mi moje nieszczęsne buty - do nowoczesnego budynku. Wyglądał na taki no na jeden metr kwadratowy przypada dwóch ochroniarzy i bar z drogimi alkoholami. Nie był w naszym stylu. Był raczej w stylu tych nastolatków co mają bogatych rodziców i ogromne wille. Odwróciłam się w stronę moich przyjaciół.
- Co my tu robimy ? - zapytałam. Żadne z nas nie miało bogatych rodziców.
- No jak to co ? Bawimy się ! - krzyknęła Bet i pociągnęła mnie za rękę w kierunku ogłuszającej muzyki. W środku było pełno ludzi. Panował półmrok oświetlany paroma światłami odbijającymi się w kuli dyskotekowej. Zewsząd dobiegała klubowa muzyka. Harry i Bety podeszli do baru. Zrobiłam to samo potykając się o własne nogi. W duchu przeklinałam moją przyjaciółkę za buty. Zamówiłam niebieskiego drinka -''Niebiańska Rozkosz''. Powoli sączyłam napój i patrzyłam na bawiących się ludzi.
- Zatańczysz ? - usłyszałam głos za sobą. Obróciłam się i ujrzałam chłopaka średniego wzrostu z gęstą, ciemną czupryną na głowie. Miał ciemne oczy i czarny kolczyk w uchu. Popatrzyłam na niego podejrzliwie na co on wzruszył tylko ramionami. W sumie jeden taniec nie zaszkodzi.
- Zgoda. - powiedziałem wstając. Podałam mu rękę, a on umiejscowił ją na swojej szyi.
- Sean. - przedstawił się.
- Anabell. - odpowiedziałam. Okazało się, że Sean chodzi do tej samej szkoły co ja i jest z tego samego rocznika. Po kilkunastu niekończących się tańcach udało mi się niezauważalnie wyślizgnąć na balkon.
- Uwaga, za 5 minut powitamy nowy rok na ogrodzie przed klubem. Prosimy o wyjście na pokaz fajerwerków przed budynek. - zapowiedział głos. Uznałam, że skoro stąd mam dobry widok to nie ma sensu wychodzić. Oparłam się o barierkę i spojrzałam w niebo. Ujrzałam nocne niebo upstrzone migocącymi gwiazdami. Przypomniało mi się jak tata opowiadał mi o nich bajki. Bardzo interesował się kosmosem póki alkohol nie stał się ważniejszy.
- Czy przypadkiem nie powinnaś być na dole ? - wzdrygnęłam się gdy usłyszałam głos obok. Obejrzałam się i zobaczyłam wysokiego blondyna również opierającego się o barierkę.
- Jeśli ja powinnam, to ty chyba też powinieneś. - odpowiedziałam niezagrzecznie. Momentalnie przyparł mnie do barierki i chwycił za nadgarstki. Zabolało.
- To nie było grzeczne. - wymruczał zezłoszczony. Otworzyłam oczy ze strachu. Nie, ze zdziwienia. Przecież Anabell Smith nikogo ani niczego się nie boi. Zrobiłam szybki manewr i w jednej sekundzie zamieniliśmy się miejscami.
- To też nie było grzeczne. - powiedziałam. Mierzyliśmy się przez chwile spojrzeniami po czym chłopak wpił się w moje usta. Próbowałam się wyrywać. Po wielokrotnych próbach wreszcie mi się to udało. Nie mogłam uwierzyć, że to zrobił. Stałam przez chwile zszokowana, ale zaraz potem otrząsnęłam się i przyłożyłam mu ręką w policzek. Chłopak trzymał się za bolące miejsce, ale mnie to nie obchodziło. Usłyszałam wybuchy. Spojrzałam w niebo. Wszędzie widać było kolorowe smugi na nocnym niebie, zupełnie jakby ktoś chlapnął na nie farbą. Szczęśliwego Nowego Roku An - pomyślałam z sarkazmem. Wyszłam nie patrząc na blondyna.  Znalazłam moich przyjaciół. Widziałam z daleka, że stali obserwując pokaz fajerwerków. Tak bardzo nie chciałam im psuć tej chwili. Wzrokiem odnalazłam Sean'a. Podeszłam do niego niosąc buty Bety na rękach.
- Sean, odwiózłbyś mnie do domu ? - spytałam.
- Pewnie. - odpowiedział - Powiedz tylko gdzie mieszkasz.
- Wysadź mnie na Coverstreet. - Nie chciałam chwalić się przed nim swoim domem, zwłaszcza, że wyglądał na takiego co ma szczęśliwe i bogate życie. Nie myliłam się, po chwili siedziałam w czarnym BMW. Napisałam szybko do Harrego, że mama po mnie przyjechała podczas gdy Sean odpalał samochód. Kiedy odjeżdżaliśmy spod klubu, dostrzegłam postać skrywającą się w cieniu drzew. Rzuciła mi się w oczy tylko blond czupryna. Wyraz jego twarzy nie wróżył nic dobrego.

***

Obudziły mnie rozmowy dochodzące z kuchni. Pewnie mama znowu gada przez telefon. Obróciłam się na drugi bok z zamiarem kontynuowania swojego snu, kiedy słyszałam głos Stev'a. Nie powiem, zdziwiło mnie to. Jeszcze nigdy, odkąd się wprowadziłyśmy, żaden facet nie zostawał na dłużej niż noc. Kręciłam się jeszcze chwile na łóżku po czym zsunęłam się na ziemie i podreptałam do łazienki ogarnąć się. Wzięłam prysznic i zrobiłam makijaż. Wciągnęłam grafitową bluzę i czarne leginsy. Weszłam do kuchni. 
- Hej. - powiedział Steve. Idiota. Cały czas próbuje się ze mną zaprzyjaźnić. Żałosne. Nic nie odpowiadając wyciągnęłam mleko i płatki. Zalałam płatki mlekiem i poszłam zjeść do mojego pokoju. Nie miałam zamiaru siedzieć w ich obecności. Napisałam do Bety czy nie ma się ochoty gdzieś spotkać, odpowiedziała, że możemy za dwie godziny w parku. Wyciągnęłam nowe płótno i zaczęłam malować. Skończywszy, przekonałam się, że namalowałam wczorajsze niebo. Zauważyłam w tłumie ludzi na obrazie malutkiego człowieka z  blond czupryna, ale to wystarczyło. Zniszczyłam obraz i spojrzałam przez okno. W Londynie nie muszę płakać. Londyn robi to za mnie.

***

Siedziałam na ławce w parku i patrzyłam na dwa zrozpaczone ptaki szukające jedzenia. W oddali zauważyłam moją przyjaciółkę idącą z nadludzką prędkością.
- Widziałam twoją mamę z tym jej nowym facetem. Wchodzili o kina. - poinformowała mnie z prędkością karabinu. Wzruszyłam ramionami w odpowiedzi. To długo nie potrwa. Okaże się, że on chciał tylko seksu albo pieniędzy których swoją drogą nie mamy. Mama wpadnie w depresje, aż pojawi się kolejny. I tak w kółko. 
- To co robimy ? - zmieniłam temat.
-  Możemy iść obudzić Harrego. - podsunęła pomysł. Harry i Bety pod tym względem to były dwa różne przeciwieństwa. Harry uwielbiał sypiać do południa, za to Bet była rannym ptaszkiem. Ruszyłyśmy w kierunku domu Harrego. Otworzyła nam jego mama. Miła kobieta o pulchnych kształtach. Zajmowała się domem i gotowaniem, za to jego tata pracował jako dekorator wnętrz. Zawsze lubiłam jego rodziców. U pani Styles mogłam zjeść prawdziwy obiad jakiego w domu nie mam, a z panem Stylesem mogłam porozmawiać o malarstwie.
- Dzień dobry, pani Styles. - powiedziałyśmy równocześnie.
- O! Dzień dobry, dzień dobry. Harry jeszcze śpi. Próbowałam go obudzić, ale wszystko na nic.- westchnęła i pokręciła głową ze zrezygnowaniem. Na wiele sposobów próbowała go obudzić, ale kiedy zrozumiała, że jest to bezcelowe dała spokój. Uśmiechnęłyśmy się grzecznie i skierowałyśmy się do pokoju Hazzy. Jego ściany były utrzymane w różnych jasnych odcieniach bieli i brązu, za to meble miał czarne i lekko podniszczone. Skierowałyśmy się do jego tapczanu. Bety wskoczyła mu na plecy i zaczęła go przytulać i całować. Na początku był zdezorientowany, ale szybko się połapał i oddawał pocałunki. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni.
- I co kochanie, udało wam się obudzić Harrusia ? - zapytała. Zawsze chciałam mieć taką mame. Zazdrościłam Harremu, że ma taką idealną rodzinę, może i miał problemy z kasą, ale miał kochających rodziców.
- Tak. Bety jeszcze go dobudza. - pani Styles spojrzała na mnie z uwagą.
- Co masz na myśli ''dobudza go'' - mrugnęła do mnie. Wybuchłam śmiechem. Mama Harrego była nieliczną z osób, które potrafiły mnie rozśmieszyć i wywołać uśmiech na mojej twarzy. - A ty kochanie. kiedy soobie znajdziesz chłopca. Przecież jesteś taka ładna i młoda. Sama bym chciała tak być - westchnęła. Tak, ale czasem zadawała takie pytania. Wydaje mi się, że pani Styles nie wie o mojej przeszłości i ojcu. Nawet nie zna mojej matki.
- Miłość nie jest dla mnie pani Styles. A poza tym przecież pani jest piękna i młoda ! - wykrzyknęłam.
- Oj, no nie zawstydzaj mnie. - mama Harrego zarumieniła się. W tej samej chwili Harry zszedł z Bety.
- Mamo zjem na mieście z dziewczynami, dobrze ? - zapytał. Pani Styles pokiwała głową. Bety kiwnęła na mnie.
- Do wiedzenia - pożegnałyśmy się.

_____________________________________________

Tak wiemy, że nie powala, ale to z braku czasu. Jutro wyjeżdżamy i wrócimy dopiero w połowie lipca. OBIECUJE, że jak wrócimy (gdzieś 15 lipca) dostaniecie nowy (myślimy, że ciekawy) rozdział. Potem będą dodawane 1-2 razy w tygodniu w miare naszych możliwości. Piszemy to poprostu, żebyście (chociaż te pare osób) wiedzieli, że nie mamy Was w dupie. Tak więc do zobaczenia i miłych wakacji ! x

2 komentarze: